Od ostatniego wpisu minął już tydzień. Nawet nie zauważyłam kiedy. Odkąd Gniewko się urodził - życie nabrało takiego tempa, że tydzień po tygodniu mija zanim zdążę się zorientować. Oprócz zabawiania, przewijania i karmienia - wzywają mnie nieustannie obowiązki zawodowe i twórcze - pozazawodowe, wobec czego znalezienie czasu na nowy wpis na blogu graniczyło z cudem.
Będzie więc krótkie sprawozdanie z postępów mojego pierworodnego.
Bubusek wyłysiał (być może przez moje ciągłe wyczesywanie ciemieniuchy), pięknie podnosi główkę i barki, a nawet całkiem często obraca się z brzucha na plecy, czym wzbudza nasz prawdziwy podziw! Wciąż czekamy kiedy zacznie wyciągać rączkę w kierunku przedmiotów. Za to gama i skala wydawanych dźwięków nieustannie się poszerza. Sypiał w ostatnim tygodniu znakomicie - od 21.00 do 6.00, a nawet 7.00 rano. Dzisiaj zaskoczył nas dodatkową pobudką o 3.30, ale to był jedyny raz na przestrzeni ostatnich dni. Oby mu się to utrzymało - żywię taką cichą nadzieję, bo pod tym względem jest cudownym dzieckiem - i na dodatek cyckowym, co jest chyba ewenementem (bo cyckowe dzieci z reguły krócej sypiają).
Tymczasem ja wracam do roboty, może następnym razem napiszę coś konkretniejszego pod względem długości i treści :)











