Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mity o ciąży. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mity o ciąży. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 24 marca 2014

Pierwsza podróż i 10 faktów o których nie miałam pojęcia przed ciążą.

Ostatnio się zastanawiałam co się zmieniło oprócz tego, że przybył nam namacalnie nowy członek rodziny, który rośnie i nabywa nowych mocy w tempie ekspresowym i którym się zachwycam tak, jak do tej pory zachwycałam się tylko i wyłącznie moimi kotami.

Na pewno zmieniło się to, że szczególnie na początku i pod koniec ciąży dopadł mnie tzw. "megaleń" i upodobałam sobie wszelkiej maści kulinarne reality shows, czyli Kuchenne Koszmary Gordona Ramseya, Kuchenne Rewolucje Gesslerowej, Masterchefa i Ugotowanych w wersji polskiej i brytyjskiej. Tak. Niestety. Namiętnie oglądałam nawet archiwalne odcinki Kuchennych Rewolucji. Co tydzień z niecierpliwością oczekiwałam kolejnego… A dziś? Od 2 marca leci nowy sezon, a ja nie obejrzałam ANI JEDNEGO! Nawet gdy Gniewko śpi w ciągu dnia - wiem, że może obudzić się w dowolnym momencie i sprzeniewierzyć moje plany na kolejne godziny, wymagając nieustannej i wyłącznej uwagi. Wiem, że nie mam co narzekać, bo dziecko me jest całkiem grzeczne, potrafi spokojnie usiedzieć (lub uleżeć) i zająć się sobą niekoniecznie marudząc i płacząc oraz sypia dobrze w nocy (dziś rekord - 9 godzin + 2 godziny rano!). Jednak w czasie jego drzemek wolę zająć się rzeczami, na które brakuje mi czasu, który mi w dużych ilościach umyka w chwilach jego aktywności. No i niestety nie starczyło go do tej pory na takie przyjemności, jak oglądanie durnych programów telewizyjnych ;) A może stety.

Podstawowy i niepodważalny, choć i wciąż nie do ogarnięcia jest jednak fakt, iż jestem matką i nadziwić się nie mogę, że ten mały człowieczek został ze mnie wyciągnięty ponad dwa miesiące temu. Ze mnie. Ze środka. To jest jakiś KOSMOS w dalszym ciągu, kiedy zaczynam to analizować. 

Ale jednak. Stało się. Minęły ponad 2 miesiące od porodu. Co za tym idzie? Szereg faktów, które zestawiam z mitami, towarzyszącymi mi przed ciążą. Oto 10 z nich:
  • FAKT #1. WAGA. Myślałam, że będę miała problem, żeby schudnąć te plus 18 kg (swoją drogą - skąd się to wzięło?!). Tymczasem po trzech dniach od porodu byłam 9 kg na minusie. Dziś jestem 14 kg na minusie względem wagi końcowociążowej właściwie nic nie robiąc oprócz karmienia i chodzenia na spacerki (jeśli chodzi o aktywność fizyczną). Daje nam to efekt 1 kg na plusie względem wagi przedciążowej oraz 4 kg na plusie względem wagi początkowociążowej (bo schudłam na samym początku ciąży 3 kg dzięki poczuciu, że mam kamień w żołądku :)
  • FAKT #2. ROZSTĘPY. Starałam się wierzyć, że jak się będę smarować kremikami, to mi się nie zrobią, ale w głębi duszy byłam wyznawczynią teorii, że to genetyczne jednak i, że jak się mają zrobić to się i tak zrobią. Jestem w rezultacie właścicielką słownie jednego rozstępiku małego na brzuchu, nienajgorzej skądinąd się prezentującego jak na bycie jeszcze dwa miesiące temu wielkości trzech arbuzów
  • FAKT #3. CYCKI. Tego nie przewidziałam. Że na piersiach też się robią rozstępy. I jestem niestety właścicielką sporej ich ilości, o których (tych rozstępach) się filozofom nie śniło (mnie też, zważywszy, że żadna z moich koleżanek takowych posiadaniem się nie chwaliła po ciąży, a u mnie pojawiły się już w połowie jej trwania). No ale cóż - życie.
  • FAKT #4. DEPRESJA POPORODOWA. Znając moje skłonności do popadania w histerię i depresyjność charakteru - niepokoiłam się o mój poporodowy stan umysłu. Mogłoby być nieciekawie, gdybym musiała zostać choć jeden dzień dłużej w szpitalu, gdzie po 72 h bez snu czułam się jak zdechły szczur, nie mniej jednak fakty są takie, że wyszłam po 3 dobach i w rezultacie nie miałam depresji poporodowej ani nawet baby blues'a, nie licząc zmęczenia po powrocie do domu. Tutaj ukłony dla moich bliskich za wielką pomoc.
  • FAKT #5. HORMONALNY NIEŻYT NOSA. Aż chce się głośno zadać pytanie "WTF IS HORMONALNY NIEŻYT NOSA?!" Ja też nie miałam bladego pojęcia o istnieniu takiego zjawiska. To taka sytuacja, w której poprzez działanie hormonów ciążowych ma się nieustanne problemy z nosem. U mnie się to zaczęło już w pierwszym miesiącu ciąży i trwało do samego końca. Męczyłam się z nieustannie z krwawieniami i ciągle zatkanym nosem - zwłaszcza w nocy, ale również w ciągu dnia. Przeszło jak ręką odjął już pierwszego dnia po porodzie. Czary mary i po sprawie!  
  • FAKT #6 BÓLE GŁOWY. Ok, wiedziałam już, że w ciąży bywa niedobrze. Bywało. Wiedziałam już, że jest coś takiego jak hormonalny nieżyt nosa. Było. Ale bóle głowy? TAKIE?! Tydzień codziennie bolącej głowy?! O tym nie wiedziałam. Nie polecam. Dobrze, że już nie boli.
  • FAKT #7. SUSZONE POMIDORY. Na początku ciąży przez wzgląd na nudności nabywa się niejednokrotnie wstrętu do jakiegoś posiłku. W moim przypadku były to suszone pomidory, które do tej pory stanowiły jeden z moich najukochańszych dodatków do posiłków. Jeszcze w pierwszym miesiącu ciąży się nimi zajadałam, aż tu nagle odruch wymiotny na samo wspomnienie. I niestety do dziś nie nabrałam na nie ochoty.
  • FAKT #8. KUPKI. Wiedzieliście, że są niemowlęta, które walą kupę codziennie od kilku do kilkunastu razy, oraz takie, które robią ją raz na 10 dni? Oba przypadki mieszczą się w normie. Mój przypadek należy do grupy pierwszej. Na dodatek od samego początku robił kupy, niepasujące do statystyk, przypominające biegunkę. Najadłam się początkowo strachu, ale gdy okazało się, że dziecko przybiera całkiem spore sumki na wadze, a żaden z lekarzy specjalnie się sprawą nie przejął - ja też przestałam się przejmować. 
  • FAKT #9. ODGŁOSY STAREGO PIJAKA. Takie dźwięki wydaje mój słodki bobasek. Charczenie, stękanie, jęczenie i bekanie - deal with it. Że o ulewaniu nie wspomnę. (o, właśnie charknął przez sen!) Początkowo nie mogłam spać z tego powodu, tak mnie to przerażało, ale dziś mnie to już zupełnie nie dziwi :) Aaa… zapomniałabym o BĄKACH! Takie serie, że aż nie do uwierzenia. Poważnie.
  • FAKT #10. PORÓD. Nie nastawiałam się, że będzie mistycznym przeżyciem - nie był.  Nie nastawiałam się, że nie będzie aż tak bardzo bolało - bolało aż tak bardzo. Nastawiałam się za to, że będzie bezproblemowy - a nie był. 
A na koniec zaprezentuję fotoreportaż z pierwszej, dłuższej podróży Gniewka. Odwiedziliśmy babcię w Lublińcu.

Gniewko spał przez pierwsze pół godziny, a przez kolejne marudził, że musi siedzieć w foteliku i nie może się ruszyć.






I kilka zdjęć ze spacerku…




Po powrocie do domku, na zakończenie emocjonującego dnia - Bar Mleczny pod Jeleniem :)