Post scriptum do wpisu o Jeleniu. Ostatecznie zamiast cottonballs zdecydowałam się na surowy sznur białych żarówek. A oto efekt:
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą handmade. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą handmade. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 13 marca 2014
sobota, 8 marca 2014
O Jeleniu
Od dawna marzyłam o moim własnym, prywatnym jeleniu. Właściwie głowie jelenia. Takiej na ścianę. Do powieszenia.
Ale jako, że wielbicielką polowań nie jestem - marzyłam o sztucznej głowie jelenia. Przepadam za kiczami wszelakimi - np wielbię kiczowate dewocjonalia typu moja plastikowa, turkusowa Maryjka z Lichenia na wodę święconą (z odkręcaną koroną w roli zakrętki). Fantastyczny gadżet.
No i ten jeleń… Chodził za mną nieustannie. Do tego stopnia za mną chodził, że wracając w październiku nocą z wesela, na którym robiłam zdjęcia - moje auto zaliczyło spotkanie pierwszego stopnia z łanią, czyli jeleniem płci żeńskiej. Mimo tych dramatycznych okoliczności - w dalszym ciągu jestem zwolenniczką plastiku, a nie żywej tkanki. Przynajmniej w kwestii dekoracji ściennych.
Ta miłość do jelenia narastała we mnie od jakiegoś czasu. Najpierw natknęłam się na ręcznie robioną z pianki montażowej głowę jelenia na niezwykle inspirującym wnętrzarsko blogu SentiMenti. Następnie zobaczyłam podświetlaną głowę jelenia w jednej z moich ulubionych katowickich knajp - Dobrej Karmie i zakochałam się bez reszty.
![]() |
| foto: https://www.facebook.com/DobraKarma |
A byłam wówczas w Karmie z moją kochaną Kamelią, która właśnie wróciła na chwilę ze swych dalekich wojaży. Przy okazji zachęcam do zaglądnięcia na bloga, gdzie te wojaże są opisane i obfotografowane (cudownie z resztą!).
No i jako, że Kamelia ma zakomitą pamięć to zapamiętała sobie moje zachwyty nad jeleniem i jako prezent na parapetówę przyniosła mi najcudowniejszą, najbardziej kiczowatą, plastikową głowę jelenia ever!
Przyznam, że długo się zbierałam, żeby trochę go przerobić. W planach miałam obklejenie go papier mâché i pomalowanie - wstępnie na biało. Niestety ciąża mnie trochę rozleniwiła i dość długo to odkładałam. W końcu moja mama nie mogła już patrzeć na walającego się po mieszkaniu jelenia, wzięła go do siebie i obkleiła tym nieszczęsnym papier mâché (dzięki mamo! :). A mnie pozostało już tylko pomalować jelonka, co niezwłocznie uczyniłam.
A oto i efekt:
Pierwsze śniadanie w towarzystwie jelonka:
Teraz zastanawiam się czy aby nie byłoby mu do twarzy w innym kolorze. Lub samym rogom... Może jakieś propozycje? :) Niebawem planuję zawiesić na nim cottonballs, żeby trochę bardziej zwrócić na niego uwagę :)
![]() |
| foto: pinterest.com |
Autor:
Zuzanna Fotografuje
o
11:33
8
komentarze
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Etykiety:
cottonballs,
dekoracje,
DIY,
Dobra Karma,
dobre wnętrza,
girlanda świetlna,
handmade,
jeleń,
plastikowy jeleń,
poroże jelenia na ścianę,
senitmenti,
wnętrza
Subskrybuj:
Posty (Atom)







