sobota, 8 marca 2014

O Jeleniu

Od dawna marzyłam o moim własnym, prywatnym jeleniu. Właściwie głowie jelenia. Takiej na ścianę. Do powieszenia.

Ale jako, że wielbicielką polowań nie jestem - marzyłam o sztucznej głowie jelenia. Przepadam za kiczami wszelakimi - np wielbię kiczowate dewocjonalia typu moja plastikowa, turkusowa Maryjka z Lichenia na wodę święconą (z odkręcaną koroną w roli zakrętki). Fantastyczny gadżet.

No i ten jeleń… Chodził za mną nieustannie. Do tego stopnia za mną chodził, że wracając w październiku nocą z wesela, na którym robiłam zdjęcia - moje auto zaliczyło spotkanie pierwszego stopnia z łanią, czyli jeleniem płci żeńskiej. Mimo tych dramatycznych okoliczności - w dalszym ciągu jestem zwolenniczką plastiku, a nie żywej tkanki. Przynajmniej w kwestii dekoracji ściennych.

Ta miłość do jelenia narastała we mnie od jakiegoś czasu. Najpierw natknęłam się na ręcznie robioną z pianki montażowej głowę jelenia na niezwykle inspirującym wnętrzarsko blogu SentiMenti. Następnie zobaczyłam podświetlaną głowę jelenia w jednej z moich ulubionych katowickich knajp - Dobrej Karmie i zakochałam się bez reszty. 

foto: https://www.facebook.com/DobraKarma

A byłam wówczas w Karmie z moją kochaną Kamelią, która właśnie wróciła na chwilę ze swych dalekich wojaży. Przy okazji zachęcam do zaglądnięcia na bloga, gdzie te wojaże są opisane i obfotografowane (cudownie z resztą!).

No i jako, że Kamelia ma zakomitą pamięć to zapamiętała sobie moje zachwyty nad jeleniem i jako prezent na parapetówę przyniosła mi najcudowniejszą, najbardziej kiczowatą, plastikową głowę jelenia ever!



Przyznam, że długo się zbierałam, żeby trochę go przerobić. W planach miałam obklejenie go papier mâché i pomalowanie - wstępnie na biało. Niestety ciąża mnie trochę rozleniwiła i dość długo to odkładałam. W końcu moja mama nie mogła już patrzeć na walającego się po mieszkaniu jelenia, wzięła go do siebie i obkleiła tym nieszczęsnym papier mâché (dzięki mamo! :). A mnie pozostało już tylko pomalować jelonka, co niezwłocznie uczyniłam. 


A oto i efekt:


Pierwsze śniadanie w towarzystwie jelonka:

Teraz zastanawiam się czy aby nie byłoby mu do twarzy w innym kolorze. Lub samym rogom... Może jakieś propozycje? :) Niebawem planuję zawiesić na nim cottonballs, żeby trochę bardziej zwrócić na niego uwagę :)

foto: pinterest.com

8 komentarzy:

  1. Swego czasu robiłam projektu z cyfry właśnie o jelonku :D Mój był pomalowany na czarno :D niestety nie przeprowadził się ze mną, został w rodzinnym domu :) Ale także jestem wieelką fanką jelonkową :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jak to?! koniecznie go uprowadz z domu rodzinnego :D

      Usuń
  2. świetnei się komponuje, biały wygląda tak dostojnie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Od poczatku prowadzenia Twojego bloga-czytam go i sie zachwycam:)
    Nie przestawaj pisac bo naprawde dobrze sie Ciebie czyta!
    Pozdrawiam SIemianowiczanke:)
    Marta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję :))) miło to słyszeć - mobilizuje do częstszego pisania :)

      Usuń
  4. Hej Zuzanno, świetny jest :)

    OdpowiedzUsuń