piątek, 28 listopada 2014

Koniec listopada?! No way!

Jak to?! Przecież jeszcze nie rozliczyłam się z Wami z wakacji, a już mamy koniec listopada. Za chwilę święta, czas szukać prezentów… tymczasem mój blog powita dziś ostatnią porcję urlopowych zdjęć wrześniowych :) Czas pędził mi niestety jak szalony - jak możecie się domyślać pochłaniała go bez reszty obróbka wytworów mojego sezonu ślubnego, który na szczęście dobiegł już końca. Głęboko wierzę, że do końca roku uda mi się rozliczyć z wszystkich moich sesji. Ewentualnie do połowy stycznia. A potem… hulaj dusza! ;)

Ciężko mi w to uwierzyć, ale mój syn niedługo skończy rok. Nie sądzę by do tego czasu zaczął chodzić. Na razie udaje mu się raz na jakiś czas stanąć na nogi podpierając się czegoś, ale oczywiście zawzięcie raczkuje (już nie tylko pełza :) i oczywiście w końcu sam siada już od dłuższego czasu. Długo na to czekaliśmy - i niestety znalazł sobie najgorszy z możliwych sposobów, który niekorzystnie wpływa na  kształt jego nóg, czyli siadanie do tyłu z kolan i siad płotkarski. Cóż, próbujemy póki co z tym walczyć i może nam się uda - na razie efekty mierne.

Tymczasem w tym miesiącu przytrafiła nam się pierwsza poważna infekcja wirusowa, która przerodziła się w ostre zapalenie - najpierw gardła, potem krtani, a na końcu oskrzeli. I skończyło się na antybiotyku :( u syna i ojca. Ojca i syna. Tylko ja się uchowałam do tej pory z tej naszej Trójcy Nieświętej. Było ciężko, choć obyło się bez gorączki i generalnie humor Gniewkowi dopisywał. Najgorszy był początek infekcji i okropny, męczący, nocny kaszel, potem straszny katar i kompletny brak apetytu, zwłaszcza na pierś - co było dla mnie prawdziwym szokiem. Musiałam uciekać się do podstępnych metod - podawanie butelki z wodą, którą z niewiadomych przyczyn akceptował, a następnie podmiana na pierś. Przedziwne akrobacje wyczyniałam w tym celu, ale skutkowało. Bardzo mi zależało, żeby w czasie infekcji pił jak najwięcej mleka z przeciwciałami. Dzisiaj jest już zupełnie zdrowy, choć ciągnęło się nam to choróbsko niemiłosiernie. Niestety w czasie infekcji zaostrzyły się nam nieco zmiany skórne. Pojawiają się niewielkie suche plamki tu i ówdzie, a mały znów drapie się po szyi, gdzie tych plamek jest najwięcej. I na dodatek - ku memu zdziwieniu - odkryłam, że znów zrobiła mu się na główce ciemieniucha! Zasłaniały ją gęstsze włosy i zupełnie jej wcześniej nie widziałam, ale po kąpieli i potraktowaniu oliwką - prawie wszystko zeszło.

Odkryłam też, że prawdopodobnie jednym z alergenów, które faktycznie Gniewka uczulają - jest pszenica! To juz trzecia próba wprowadzenia glutenu przy pomocy kaszy manny - i znów czerwone, suche policzki przez okres kolejnych 2 tygodni! Tymczasem owsianka i orkisz zupełnie nie dawały takiej reakcji, a równiez zawierają gluten. Moim wnioskiem jest więc alergia na pszenicę. Nadal nie rozszerzyłam mu jednak diety o produkty mleczne - wciąż przeciągam to w czasie. Zwłaszcza teraz, gdy zmiany się pogorszyły - wolę nie ryzykować.

Z rozżewnieniem wspominam czasy gdy Gniewko przesypiał całe noce. Dawne czasy. Od czwartego miesiąca było coraz gorzej - odkąd sama zaczełam go budzić na nocne karmienie, bo za mało przybierał. Potem zaczął budzić się sam. Raz. Dwa. Trzy razy. Myślałam, że na trzech poprzestanie, czasem hojnie darował mi jedną pobudkę, by następnej nocy odbić sobie to z nawiązką. Ale w tym tygodniu przechodzi sam siebie - od kilku dni budził się co 2-3 godziny. Oczywiście rano jest rześki jak aniołek i najpóźniej o 8.00 jest już zwarty i gotowy by witać dzień - drąc się jednocześnie "mamamama!" i trzęsąc rytmicznie całym łóżkiem, które tłucze się o ścianę. Oczywiście gdy tylko przekraczam próg jego pokoju - od razy wita mnie rozbrajający uśmiech radości. Niestety zdarza się, że przez półzamknięte, zapuchnięte powieki niewiele widzę. Zwłaszcza gdy ten sam uśmiech i rytmiczne obijające się o ścianę łóżko - budzi mnie w nocy. Nie mniej - urocze jest to moje dziecko. I na dodatek samo się odsmoczkowało. Od ponad miesiąca praktycznie zupełnie nie używamy smoczka. Właściwie Gniewko nigdy nie był wielkim jego fanem, ale odkąd skończył pół roku coraz częściej go wypluwał,  wyrzucał, zwłaszcza podczas spacerów. Niegdyś udane próby uspokojenia go smoczkiem w nocy - przestały skutkować. Próba zamiany cyca na smoka w półśnie - jest przyjmowana stanowczą odmową. Ma to swoje plusy, ale i minusy - bo w nocy tylko cyc jest niestety w stanie go uspokoić. Mam jednak nadzieję, że to czeste budzenie związane jest z zębami (póki co mamy ich AŻ OSIEM!) i skokiem rozwojowym. Oby…

Tymczasem ostatnia porcja zdjęć z wakacji, tym razem z Łagowa, gdzie pojechaliśmy na zlot rodziny Mieszka… i bonusy z ostatnich tygodni ;)
















gdybym miała jeszcze raz wyprawiać swoje wesele - to chętnie tutaj… szkoda, że tak daleko :(



baszta w Łagowie…







 straszny dwór w Jemiołowie…

Gniewko w czasie zlotu rodzinnego ;)

 drzewo genealogiczne :)

a to ja - w naszym pensjonacie ;)




… i jeszcze kilka kadrów wykonanych już po powrocie do domu...

Jeden z ostatnich ciepłych, jesiennych dni...

dziecko mnie bije… :)

łuna w trakcie pożaru zakładu recyklingu w Siemianowicach...



dorosły, 10-cio miesięczny Gniwko… :)
szybkie, chłodne, listopadowe zachody słońca...


4 komentarze:

  1. Tak, aż ciężko uwierzyć, że już zaraz będą święta i nowy rok. (Szybciutko nam ten czas uciekł).
    Zdjęcia prześliczne, a miejsce na wesele po prostu idealne ;) Chyba będę musiała dopisać sobie to do listy "miejsca które muszę odwiedzić".
    Jeszcze interesuje mnie to jaki posiadacie wózek, bo sami chcemy właśnie zainwestować w coś z hamulcem ręcznym, bo jesteśmy ludźmi, którzy są aktywni pod wzgledem sportu i zaczynamy pomału szukać czegoś, żeby z nowym rokiem ewentualnie zakupić.
    Jak sprawuje się wasz wózek?
    Pozdrawiam
    http://potworkowakraina.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj :) Dzięki za odwiedziny. O naszym wózku tutaj: http://zuzanna-bloguje.blogspot.com/2014/08/kilka-sow-o-tym-dziwacznym-wozku-czyli.html :)

      Usuń